niedziela, 16 grudnia 2012

7. So much to do

   Dawno nie pisałam nowego posta. To przez zajęcia, przeziębienie i brak chęci. Wróciłam na weekend do domu, w końcu mogłam trochę odpocząć. Przyszły tydzień na szczęście zapowiada się dość luźno. W zeszły piątek miałam 2 koło z matmy. Mam nadzieję że chociaż to zaliczę.
   Strasznie źle się czuję, boli mnie gardło i jestem jakaś ospała. Chyba dokończe tego posta jak wrócę wieczorem do Gdańska.


   Tak więc jestem w końcu na miejscu. Rozpakowałam się, zjadłam kolację. Chwila na przeglądanie internetu i pewnie zaraz pójdę pod prysznic.
   W sobotę byłam w Copernicusie, kupiłam sobie buty i torebkę. Ogólnie cały weekend był dla mnie dość męczący, trochę się przeziębiłam i nie mam na nic ochoty. Najchętniej wróciłabym do domu, do mojego łóżka i na dodatek wzięłabym do towarzystwa moją kicię, I najlepiej jeszcze chłopaka.
   Mam dziwną manię drapania pryszczy oraz pozostałości po nic na mojej twarzy. Muszę się tego oduczyć ponieważ mam już trochę blizn. Kupiłam maść, Cepan, ale niestety skoro ciągle się drapie to powstają nowe blizny. Moja twarz jest ogólnie problematyczna, skłonna do trądziku i przetłuszczania. Muszę nad tym popracować, może znacie jakieś "domowe" metody?
   Przed chwilą zrobiłam serię 200 brzuszków. Oczywiście jednak moja dieta to pojęcie przeszłe. Chyba nie umiem narzucić sobie samodyscypliny. Chyba najlepszą opcją będzie zwiększenie ilości ćwiczeń. Aczkolwiek trzy zbędne kilogramy chciałabym zrzucić. Może po świętach wezmę się za to porządniej.
   Muszę jeszcze pouczyć się słówek z łaciny. Na szczęście jutro jadę dopiero na 12.30 na zajęcia. Anatomia, łacina i angielski, który będe obrabiać. Pomyślałam że mogę wrócić do domu w czwartek jeśli pójdę do innej grupy na angielski i biologię. Istnie szatański plan.

niedziela, 9 grudnia 2012

Sexta. Weekend

   Na weekend zostałam w Gdańsku. Oczywiście miałam zamiar się uczyć, głównie z matematyki, jednak nie wyszło. Takie "planowane" uczenie się chyba nigdy nie wychodzi. Cały ten wolny czas spędziłam z moim chłopakiem.
   Piątek. Od rana miałam zajęcia z biologii, wejściówka, potem oglądanie preparatów pod mikroskopem oraz ich rysowanie. Niezbyt to ciekawe, zwłaszcza że ćwiczenia te trwają aż trzy godziny. Jednak gdy wróciłam do domu miałam jeszcze cały dzień dla siebie. Na początek szybkie jedzenie oraz sprzątanie. Miałam wtedy natchnienie i w sumie wysprzątałam wszystko już na święta. Około 15:00 poszłam do akademika po mojego A. i razem wyruszyliśmy do Galerii Bałtyckiej. Szybkie zakupy spożywcze, oraz wejście do kilku innych sklepów. Kupiłam dla siostry książkę na święta, lecz chciałabym dokupić coś jeszcze. Niestety czeka mnie kolejna wyprawa do galerii w tym celu. Wieczorem obejrzeliśmy film Time Traveller's Wife. Świetny. Opowiada historię o człowieku, który przenosi się w czasie. A raczej o jego związku z kobietą, która musiała znosić udręki jego odmiennego stanu. Polecam obejrzenie tego filmu, jest dość wzruszający, zwłaszcza jego zakończenie. Jak zwykle zakończenia są zaskakujące. Gdy film się skończył nadeszła pora snu i przytulania się pod kołdrą. Strasznie miło tak leżeć razem w jednym łóżku. Gdy jesteśmy w moim domu rodzinnym lub jego niestety nie ma takiej opcji. Tutaj w Gdańsku jest i chyba chcę częściej z niej korzystać.
   Sobota była zwariowana. Spaliśmy do późna, zjedliśmy pyszne śniadanie i postanowiliśmy jechać na Stare Miasto. Porobiłam tam trochę zdjęć, moich pierwszych w tym mieście. Muszę przyznać iż choinka zdobiąca rynek, a raczej ulicę Długą jest piękna. Może zmieniłabym kolor lampek z niebieskich na żółte, ale jej wielkość wynagradzała wszystko. Gdy byłam pierwszy raz z moim chłopcem u niego w Gdańsku to znaleźliśmy "most miłości" gdzie ludzie w związkach przyczepiają do mostu kłódki na znak ich miłości. W ten weekend byliśmy tam ponownie, lecz nie mieliśmy własnej kłódki. Musieliśmy zadowolić się zdjęciem i myślą, że następnym razem to my przyczepimy swoją. Oczywiście jak to bywa z kobietą byliśmy w kilku sklepach pooglądać biżuterię z bursztynami. Kiedyś miałam piękny pierścionek z zielonym bursztynem, jednak gdzieś przepadł. Postanowiłam że rozejrzę się za podobnym, gdyż brakuje mi tego elementu w szkatułce. Zima zimą, a my wróciliśmy do domu przed 19, wymarźnięci oraz głodni. Wprawdzie byliśmy w kawiarni na drinku, ale jakoś nie rozgrzało to nas odpowiednio. Pewnie dlatego że to były drinki, a nie grzane wino. W domu standardowo, film i do łóżka. Przed pójściem spać intensywniejsze przytulanie. Uwielbiam to.
   Niedziela przebiegła zwyczajnie. Wyszłam na dwór tylko po to aby kupić świeże bułeczki na śniadanie. Oczywiście podczas tego weekendu moja dieta poszła w diabły. Muszę znaleźć w sobie więcej wytrwałości, inaczej będzie kiepsko. Z A. znowu oglądaliśmy filmy, wygłupialiśmy się, obiad, odcinek serialu i nim się obejrzeliśmy trzeba było się żegnać. Niestety mam jutro poprawę sprawdzianu z łaciny, musiałam powtórzyć słówka. Jak widać nie można żyć tylko przyjemnościami. A szkoda, życie byłoby wtedy łatwiejsze. Zwłaszcza jeśli można by spędzać całe dnie z ukochaną osobą. Nie mówię że spędzam z moim chłopakiem mało czasu, ale każdy chyba chciałby być razem przez cały czas. Ale trzeba cieszyć się z małych rzeczy oraz z tego co się ma.
   Jutro zaczyna się kolejny ciężki tydzień. Widmo koła z matmy jest dobijające.

wtorek, 4 grudnia 2012

Quinta. See dead people

   Ależ ten mój chłopak potrafi być męczący. Jednak, w pozytywnym sensie. Oglądanie trzech odcinków serialu, łaskotanie się, całowanie potrafi człowieka wymęczyć.
   Wczoraj byłą anatomia. Na ćwiczeniach byliśmy w prosektorium. Na pewno jest to duże przeżycie widząc po raz pierwszy rozpreparowanego trupa. Oczywiście wszystkie narządy były na wierzchu, niezbyt poukładane. Nawet tak na oko nie można było rozpoznać płci. Jednak stwierdzam, że nie był to jakiś bardzo poruszający widok. Być może dlatego, że preparat jest dość zużyty oraz mało ludzki. Aczkolwiek było widać wszystkie naczynia, nerwy, zobaczyłam przeponę, która umożliwia nam oddychanie oraz jak wygląda powiedźmy jelito oraz trzustka. I wszędzie wszechobecny zapach formaliny, który strasznie drażni mnie w oczy.
   Dziś informatyka, opuszczenie wuefu w celu uczenia się na koło z chemii. Mam nadzieję na cztery punkty, gdyż chce się załapać na zerówkę z egzaminu. Oczywiście mam dość spore szanse, jednak musze pisać dobrze kolokwia oraz robić zadania dodatkowe. Wszystko jest możliwe do zrobienia. Na analizie chemicznej jako jedyna z grupy zakończyłam na zajęciach zadanie. Wykryłam pierwiastki żelaza, cynku i glinu. Zabarwienie żelaza było piękne, koloru krwistoczerwonego.
   A teraz jest późno, trzeba iść pod prysznic i spać. Jutro jakże ciekawe wykłady. Na chemii mamy mieć pokaz jak zrobić fluoresencyjne ciecze, a na biologii pewnie pouczę się słówek z angielskiego. Znowu krótko piszę, jednak obiecuję poprawę.
   Ah i nie zdałam matmy, damn it.

niedziela, 2 grudnia 2012

Quarta.

   Jestem zmęczona. Nawet nie wiem dlaczego. Niedawno wróciłam z domu do Gdańska, rozpakowałam walizkę i teraz siedzę nic nie robiąc. W domu miałam się uczyć, ale wyszło jak wyszło. Granie w Simsy jest o wiele ciekawsze.
   Przynajmniej przypomniałam sobie o robótkach szydełkowych i właśnie tworzę podkładki do szklanek. Może wyjdzie z tego coś ciekawego. Wybawiłam się z moją kicią Pestusią, zostawiła mi pamiątkę w w formie zadrapania na grzbiecie ręki.
   Tęsknię do mojego A.
   Jutro anatomia oraz łacina. Jakoś nie mam weny na naukę, jak zwykle będe miała potem wyrzuty sumienia.   Trudno, sesja dopiero za dwa miesiące.