piątek, 4 stycznia 2013

8. :>

   Brak internetu odciął mnie od świata. Przez święta wiadomo- nie pisałam, było wiele innych obowiązków, a potem brak dostępu. Do tego zbliża się sesja dlatego też postów krótko mówiąc zbyt wiele nie będzie.
   Czeka na mnie biologia, anatomia, chemia i poprawa z matmy. Jednakże II kolokwium z matematyki poszło mi wyśmienicie, czyli je zdałam ku zdziwieniu mojej rodziny.
   Święta były miłe, dużo wolnego, dwa kilo do przodu, potem Sylwester i Nowy Rok. Był u mnie mój A. więc się nie nudziliśmy. Jak znajdę więcej czasu wrócę do tego tematu.
   Dziś nie mam zajęć, więc wróciłam do domu. Wczoraj musiałam jechać tylko na angielski, który niestety nie wniósł nic nowego do mojego życia. Strata czasu i paliwa. Jednak dziś będzie bardziej owocny dzień, gdyż już zaczęłam się uczyć o moich robaczkach. Nie ukrywam dużo tego, a z koła muszę mieć 8,5 pkt na 22. Oczywiście da się to zrobić, nie zamierzam pisać zbója. 
   Także nadrobiłam troche zaległości na Stardoll oraz UprisingEmpires. Te gry przeglądarkowe kiedyś mnie zniszczą. Aczkolwiek przez jedną poznałąm mego ukochanego więc, czuję sentyment do nieistniejącego już Versusa.
  Znowu mam mało czasu, dlatego haotycznie piszę. Może to przez mój słomiany zapał, a może przez brak czasu.
   Postaram się poprawić i nadrobić zaległości, oczywiście jeżeli ktokolwiek czyta te wypociny :>

niedziela, 16 grudnia 2012

7. So much to do

   Dawno nie pisałam nowego posta. To przez zajęcia, przeziębienie i brak chęci. Wróciłam na weekend do domu, w końcu mogłam trochę odpocząć. Przyszły tydzień na szczęście zapowiada się dość luźno. W zeszły piątek miałam 2 koło z matmy. Mam nadzieję że chociaż to zaliczę.
   Strasznie źle się czuję, boli mnie gardło i jestem jakaś ospała. Chyba dokończe tego posta jak wrócę wieczorem do Gdańska.


   Tak więc jestem w końcu na miejscu. Rozpakowałam się, zjadłam kolację. Chwila na przeglądanie internetu i pewnie zaraz pójdę pod prysznic.
   W sobotę byłam w Copernicusie, kupiłam sobie buty i torebkę. Ogólnie cały weekend był dla mnie dość męczący, trochę się przeziębiłam i nie mam na nic ochoty. Najchętniej wróciłabym do domu, do mojego łóżka i na dodatek wzięłabym do towarzystwa moją kicię, I najlepiej jeszcze chłopaka.
   Mam dziwną manię drapania pryszczy oraz pozostałości po nic na mojej twarzy. Muszę się tego oduczyć ponieważ mam już trochę blizn. Kupiłam maść, Cepan, ale niestety skoro ciągle się drapie to powstają nowe blizny. Moja twarz jest ogólnie problematyczna, skłonna do trądziku i przetłuszczania. Muszę nad tym popracować, może znacie jakieś "domowe" metody?
   Przed chwilą zrobiłam serię 200 brzuszków. Oczywiście jednak moja dieta to pojęcie przeszłe. Chyba nie umiem narzucić sobie samodyscypliny. Chyba najlepszą opcją będzie zwiększenie ilości ćwiczeń. Aczkolwiek trzy zbędne kilogramy chciałabym zrzucić. Może po świętach wezmę się za to porządniej.
   Muszę jeszcze pouczyć się słówek z łaciny. Na szczęście jutro jadę dopiero na 12.30 na zajęcia. Anatomia, łacina i angielski, który będe obrabiać. Pomyślałam że mogę wrócić do domu w czwartek jeśli pójdę do innej grupy na angielski i biologię. Istnie szatański plan.

niedziela, 9 grudnia 2012

Sexta. Weekend

   Na weekend zostałam w Gdańsku. Oczywiście miałam zamiar się uczyć, głównie z matematyki, jednak nie wyszło. Takie "planowane" uczenie się chyba nigdy nie wychodzi. Cały ten wolny czas spędziłam z moim chłopakiem.
   Piątek. Od rana miałam zajęcia z biologii, wejściówka, potem oglądanie preparatów pod mikroskopem oraz ich rysowanie. Niezbyt to ciekawe, zwłaszcza że ćwiczenia te trwają aż trzy godziny. Jednak gdy wróciłam do domu miałam jeszcze cały dzień dla siebie. Na początek szybkie jedzenie oraz sprzątanie. Miałam wtedy natchnienie i w sumie wysprzątałam wszystko już na święta. Około 15:00 poszłam do akademika po mojego A. i razem wyruszyliśmy do Galerii Bałtyckiej. Szybkie zakupy spożywcze, oraz wejście do kilku innych sklepów. Kupiłam dla siostry książkę na święta, lecz chciałabym dokupić coś jeszcze. Niestety czeka mnie kolejna wyprawa do galerii w tym celu. Wieczorem obejrzeliśmy film Time Traveller's Wife. Świetny. Opowiada historię o człowieku, który przenosi się w czasie. A raczej o jego związku z kobietą, która musiała znosić udręki jego odmiennego stanu. Polecam obejrzenie tego filmu, jest dość wzruszający, zwłaszcza jego zakończenie. Jak zwykle zakończenia są zaskakujące. Gdy film się skończył nadeszła pora snu i przytulania się pod kołdrą. Strasznie miło tak leżeć razem w jednym łóżku. Gdy jesteśmy w moim domu rodzinnym lub jego niestety nie ma takiej opcji. Tutaj w Gdańsku jest i chyba chcę częściej z niej korzystać.
   Sobota była zwariowana. Spaliśmy do późna, zjedliśmy pyszne śniadanie i postanowiliśmy jechać na Stare Miasto. Porobiłam tam trochę zdjęć, moich pierwszych w tym mieście. Muszę przyznać iż choinka zdobiąca rynek, a raczej ulicę Długą jest piękna. Może zmieniłabym kolor lampek z niebieskich na żółte, ale jej wielkość wynagradzała wszystko. Gdy byłam pierwszy raz z moim chłopcem u niego w Gdańsku to znaleźliśmy "most miłości" gdzie ludzie w związkach przyczepiają do mostu kłódki na znak ich miłości. W ten weekend byliśmy tam ponownie, lecz nie mieliśmy własnej kłódki. Musieliśmy zadowolić się zdjęciem i myślą, że następnym razem to my przyczepimy swoją. Oczywiście jak to bywa z kobietą byliśmy w kilku sklepach pooglądać biżuterię z bursztynami. Kiedyś miałam piękny pierścionek z zielonym bursztynem, jednak gdzieś przepadł. Postanowiłam że rozejrzę się za podobnym, gdyż brakuje mi tego elementu w szkatułce. Zima zimą, a my wróciliśmy do domu przed 19, wymarźnięci oraz głodni. Wprawdzie byliśmy w kawiarni na drinku, ale jakoś nie rozgrzało to nas odpowiednio. Pewnie dlatego że to były drinki, a nie grzane wino. W domu standardowo, film i do łóżka. Przed pójściem spać intensywniejsze przytulanie. Uwielbiam to.
   Niedziela przebiegła zwyczajnie. Wyszłam na dwór tylko po to aby kupić świeże bułeczki na śniadanie. Oczywiście podczas tego weekendu moja dieta poszła w diabły. Muszę znaleźć w sobie więcej wytrwałości, inaczej będzie kiepsko. Z A. znowu oglądaliśmy filmy, wygłupialiśmy się, obiad, odcinek serialu i nim się obejrzeliśmy trzeba było się żegnać. Niestety mam jutro poprawę sprawdzianu z łaciny, musiałam powtórzyć słówka. Jak widać nie można żyć tylko przyjemnościami. A szkoda, życie byłoby wtedy łatwiejsze. Zwłaszcza jeśli można by spędzać całe dnie z ukochaną osobą. Nie mówię że spędzam z moim chłopakiem mało czasu, ale każdy chyba chciałby być razem przez cały czas. Ale trzeba cieszyć się z małych rzeczy oraz z tego co się ma.
   Jutro zaczyna się kolejny ciężki tydzień. Widmo koła z matmy jest dobijające.

wtorek, 4 grudnia 2012

Quinta. See dead people

   Ależ ten mój chłopak potrafi być męczący. Jednak, w pozytywnym sensie. Oglądanie trzech odcinków serialu, łaskotanie się, całowanie potrafi człowieka wymęczyć.
   Wczoraj byłą anatomia. Na ćwiczeniach byliśmy w prosektorium. Na pewno jest to duże przeżycie widząc po raz pierwszy rozpreparowanego trupa. Oczywiście wszystkie narządy były na wierzchu, niezbyt poukładane. Nawet tak na oko nie można było rozpoznać płci. Jednak stwierdzam, że nie był to jakiś bardzo poruszający widok. Być może dlatego, że preparat jest dość zużyty oraz mało ludzki. Aczkolwiek było widać wszystkie naczynia, nerwy, zobaczyłam przeponę, która umożliwia nam oddychanie oraz jak wygląda powiedźmy jelito oraz trzustka. I wszędzie wszechobecny zapach formaliny, który strasznie drażni mnie w oczy.
   Dziś informatyka, opuszczenie wuefu w celu uczenia się na koło z chemii. Mam nadzieję na cztery punkty, gdyż chce się załapać na zerówkę z egzaminu. Oczywiście mam dość spore szanse, jednak musze pisać dobrze kolokwia oraz robić zadania dodatkowe. Wszystko jest możliwe do zrobienia. Na analizie chemicznej jako jedyna z grupy zakończyłam na zajęciach zadanie. Wykryłam pierwiastki żelaza, cynku i glinu. Zabarwienie żelaza było piękne, koloru krwistoczerwonego.
   A teraz jest późno, trzeba iść pod prysznic i spać. Jutro jakże ciekawe wykłady. Na chemii mamy mieć pokaz jak zrobić fluoresencyjne ciecze, a na biologii pewnie pouczę się słówek z angielskiego. Znowu krótko piszę, jednak obiecuję poprawę.
   Ah i nie zdałam matmy, damn it.

niedziela, 2 grudnia 2012

Quarta.

   Jestem zmęczona. Nawet nie wiem dlaczego. Niedawno wróciłam z domu do Gdańska, rozpakowałam walizkę i teraz siedzę nic nie robiąc. W domu miałam się uczyć, ale wyszło jak wyszło. Granie w Simsy jest o wiele ciekawsze.
   Przynajmniej przypomniałam sobie o robótkach szydełkowych i właśnie tworzę podkładki do szklanek. Może wyjdzie z tego coś ciekawego. Wybawiłam się z moją kicią Pestusią, zostawiła mi pamiątkę w w formie zadrapania na grzbiecie ręki.
   Tęsknię do mojego A.
   Jutro anatomia oraz łacina. Jakoś nie mam weny na naukę, jak zwykle będe miała potem wyrzuty sumienia.   Trudno, sesja dopiero za dwa miesiące.

czwartek, 29 listopada 2012

Tetria. Deszczowo

    Od dwóch dni pada deszcz. Wszystko jest szare, smutne i pozbawione jakiegokolwiek wyrazu. A ja na dodatek zapomniałam zabrać z domu parasola. 
   Dzisiejsze zajęcia? Porywające. Matematyka gdzie poznałam co to jest całka nieoznaczona oraz angielski który trzeba przyznać jest typową prowizorką. Jednak oba przedmioty trzeba zaliczyć. Apropo zbliża się termin II koła z matmy, mianowicie 14 grudnia oraz sprawdzianik z angielskiego, ten za tydzień. 
   Zauważyliście że jest już 29 listopada? A jeszcze niedawno miałam urodziny i nie mogłam sie ich doczekać. Listopad strasznie szybko zleciał, czuję się jakby co najmniej tydzień wypadł mi z życiorysu. Dodatkowo dzień jest coraz krótszy, rano robi się w miarę jasno około 7.10, a po południu jest już ciemno przez 16.00. Troszkę to dobijające, wychodzę z domu jest ciemno, wracam do domu jest znowu ciemno. 
   Był u mnie po zajęciach mój Piękny. Ja najpierw zjadłam obiad, składający się z paluszków rybnych i surówki, a potem pooglądaliśmy sobie The Walking Dead. Jest tam dzieciak głównego bohater, Carl, strasznie mnie on wnerwia. Po prostu mały idiota bez serca, ryzykujący własne życie i życie innych. Tak się znowu wczuwam, że pewnie w nocy nie będę mogła zasnąć. Ale warto oglądać, serial pokazuje skrajne ludzkie zachowania w trakcie apokalipsy zombie. Można pomyśleć trochę nad swoim życiem. Aczkolwiek mam nadzieje że Carl umrze. 
   A jutro czeka mnie od rana biologia. Zaczynamy dział parazytologii, czyli nauka o różnych świństwach typu tasiemce, malarie, owsiki i te inne robaki. Teoretyczne mam jutro wejściówkę, ale jakoś nie mam ochoty się na nią uczyć. Z ostatniego kolokwium i wejściówek mam już 24 punkty, więc aby zaliczyć ćwiczenia brakuje mi 11 punktów. Mogę sobie odpuścić te jutrzejsze dwa. 
   Jutro wracam do domu. Mam autobus po 13, jednak planuje wcześniej iść na jakiś śmieciowy obiad typu KFC. Każdemu należy się coś od życia, a ja akurat lubię sobie pozwolić na jakiegoś fast fooda od czasu do czasu. Mam takie przekonanie że to jedzenie, które serwują nie koniecznie musi być nie wiadomo jak tuczące oraz niezdrowe. To zależy od częstotliwości jedzenia. Raz na dwa tygodnie, czy nawet dłużej można sobie umilić życie. 
   Ogólnie cieszę się że wracam do domu. Stęskniłam się za moją kicią Pestusią. Ogólnie bardzo kocham zwierzęta, w szczególności koty. Są inne, chodzą swoimi ścieżkami i mają swoje zdanie. Z chęcią przygarnęła bym tutaj w Gdańsku jakiegoś kociaka, ale niestety nie mogę. Po pierwsze mieszkam ze współlokatorem a po drugie serce by mi pękało jakbym miała zostawić takiego małego psotnika na weekend samego. Może w przyszłości. Moją kicię kupiłam 4 lata temu na targu. Była zamknięta bidulka w klatce dla chomika. Jak ją zabrałam z mamą i siostrą do domu to trzeba było doprowadzić ją do porządku. Przeżyła dwie kąpiele, naukę korzystania z kuwety oraz trzeba było karmić są strzykawką wypełnioną mlekiem. Ale odchowała się i teraz jest trochę egoistyczną, rozpieszczoną panną. Muszę przyznać że ma wredny charakterek. Jak ktoś "obcy" przyjdzie do domu, typu moja babcia, koleżanka czy kuzyn prycha niemiłosiernie. Taka jest z niej słodka żmijka. 
   Teraz czas na moje standardowe ćwiczenia i prysznic. Dziękuję za odwiedziny i dodawanie się do obserwowanych :)

wtorek, 27 listopada 2012

Secunda. R.I.P. biedna próbówka

   Dzisiejszy dzień zaczął się dla mnie o 6.50. Poranna toaleta, make-up, ubrania no i oczywiście spakowanie torby na zajęcia. Na śniadanie o ile dobrze pamiętam jedna berlinka oraz pieczywo Waza z szynką i surówką znalezioną w lodówce oraz mała kawa. Konsekwentnie przestrzegam diety. W końcu człowiek musi się doskonalić, wychodzę z założenia, że "zawsze może być lepiej". Dotyczy to zwłaszcza mojego wyglądu zewnętrznego. 
   Na zajęcia dotarłam chwile przed 8.00. Krótka rozmowa z koleżanką E. oraz kolegą P. Oczywiście potem otworzyły się wrota strasznej sali od informatyki. Ktoś mógłby się zapytać, "po co na farmacji informatyka?". Uwierzcie mi, zadaje sobie to pytanie od pierwszych zajęć. Dziś poznawaliśmy porywające funkcje Excela. Szczerze mówiąc, mój mózg nie przyswajał sobie tych informacji i konsekwentnie je kasował. Prostym zdaniem, nawet nie pamiętam co było na tych zajęciach. Trwałam tam w letargu, w stanie pół-snu. Na szczęście o 9.30 mogliśmy opuścić to miejsce grozy kojarzące się także z matematyką. Jedna i ta sama sala oraz pani prowadząca. 
   Idąc na studia stwierdziłam, że nie zrezygnuję z zajęć wf. Raz tygodniowo można pozwolić sobie na odrobinę ruchu. To był dobry wybór bo zajęcia są takie jak oczekiwałam, ciekawe i męczące. Jednak dziś mieliśmy pokaz karata i tai-chi, przyszedł jakiś Ukrainiec i pokazywał nam jak można się relaksować oraz bić. Szczerze mówiąc znam lepsze metody relaksu, co do "samoobrony" w końcu mam od czegoś mojego faceta. Miałam nadzieję, że dziś poćwiczę jakoś normalnie. Niestety, wyszło jak wyszło. 
   Nadeszła pora na analizę chemiczną. Magister prowadząca pozwoliła nam biednym nieudolnym dzieciom nadrobić zadanie dodatkowe z ostatnich zajęć. Czyli trzeci raz z rzędu przeprowadzałam analizę kationów II grupy (rtęć, bizmut, ołów, kadm, arsen, antymon i cyna jakby ktoś nie wiedział). Co jak co, złapałam dodatkowy punkt, gdyż wykryłam jony z mojej próbki, mianowicie, bizmut, arsen i cynę. Jednak tutaj zdarzył się wypadek. Myjąc moje szkło labolatoryjne tak energicznie chciałam "wytrzepać" wodę z próbówki wirówkowej, że biedna odbiła się od rantu zlewu i rozleciała w drobny mak. Pani technik od spraw nalewania, rozdawania i uzupełniania powiedziała mi iż nie mogę więcej niszczyć sprzętu i zapisała mnie na czarną listę. A ja tak przejęłam się losem martwej już próbówki, że do końca zajęć odczuwałam pewną pustkę. Stwierdzam iż jestem potworem. 
   Co do plotek, rozmów i innych atrakcji to oczywiście były. Na tematy naukowe, polityczne oraz ogólnie o sprawach kobiecych. Sprzyjała ku temu analiza chemiczna, gdzie każdy jakoś ma gdzieś te wszystkie analizy i myśli o tym co zje na obiad, lub gdzie pójdzie po południu. Ja na obiad miałam spagetti bolońskie, a w ramach rozrywki mojego Aniołka. Rozpisywać się co do mojego związku nie będę, gdyż nie wiem kogo mogę zgorszyć. Aczkolwiek było miło, jak zwykle zresztą. 
   Jutro mam zaliczenie z historii farmacji. Jak na razie najciekawsza informacja jakiej się nauczyłam jest taka, że w XIXw. otrzymano z opium mofrinę. Warto wiedzieć, można zabłysnąć wśród znajomych. Chyba muszę się jeszcze pouczyć z tego przedmiotu. Czeka na mnie także fascynująca biologia, a konkretnie parazytologia, czyli nauka o różnych świństwach typu tasiemce, robaki i takie tam. Oczywiście cykl rozwojowy, objawy, leczenie oraz systematyka po łacinie. Standardowo, już zaczynam się przyzwyczajać do tego wymarłego języka. 
   Znajdę także czas na moje standardowe 150 brzuszków oraz ćwiczenia z hantelkami. Ciągle jestem niezadowolona ze swojej figury. I do tego ciągle głodna. Na kolacje przygotowałam sobie jajeczko na miękko, pieczywo Waza z tym samym zestawem co na śniadanie. I kawa, chyba za dużo jej ostatnio piję. Chociaż patrząc z drugiej strony ogólnie pijam mało płynów. Dopiszę to do listy zdrowego żywienia: pić dziennie 1,5 litra płynów! 
   Przemyślenia na dziś? Informatyka jest do bani.