niedziela, 9 grudnia 2012

Sexta. Weekend

   Na weekend zostałam w Gdańsku. Oczywiście miałam zamiar się uczyć, głównie z matematyki, jednak nie wyszło. Takie "planowane" uczenie się chyba nigdy nie wychodzi. Cały ten wolny czas spędziłam z moim chłopakiem.
   Piątek. Od rana miałam zajęcia z biologii, wejściówka, potem oglądanie preparatów pod mikroskopem oraz ich rysowanie. Niezbyt to ciekawe, zwłaszcza że ćwiczenia te trwają aż trzy godziny. Jednak gdy wróciłam do domu miałam jeszcze cały dzień dla siebie. Na początek szybkie jedzenie oraz sprzątanie. Miałam wtedy natchnienie i w sumie wysprzątałam wszystko już na święta. Około 15:00 poszłam do akademika po mojego A. i razem wyruszyliśmy do Galerii Bałtyckiej. Szybkie zakupy spożywcze, oraz wejście do kilku innych sklepów. Kupiłam dla siostry książkę na święta, lecz chciałabym dokupić coś jeszcze. Niestety czeka mnie kolejna wyprawa do galerii w tym celu. Wieczorem obejrzeliśmy film Time Traveller's Wife. Świetny. Opowiada historię o człowieku, który przenosi się w czasie. A raczej o jego związku z kobietą, która musiała znosić udręki jego odmiennego stanu. Polecam obejrzenie tego filmu, jest dość wzruszający, zwłaszcza jego zakończenie. Jak zwykle zakończenia są zaskakujące. Gdy film się skończył nadeszła pora snu i przytulania się pod kołdrą. Strasznie miło tak leżeć razem w jednym łóżku. Gdy jesteśmy w moim domu rodzinnym lub jego niestety nie ma takiej opcji. Tutaj w Gdańsku jest i chyba chcę częściej z niej korzystać.
   Sobota była zwariowana. Spaliśmy do późna, zjedliśmy pyszne śniadanie i postanowiliśmy jechać na Stare Miasto. Porobiłam tam trochę zdjęć, moich pierwszych w tym mieście. Muszę przyznać iż choinka zdobiąca rynek, a raczej ulicę Długą jest piękna. Może zmieniłabym kolor lampek z niebieskich na żółte, ale jej wielkość wynagradzała wszystko. Gdy byłam pierwszy raz z moim chłopcem u niego w Gdańsku to znaleźliśmy "most miłości" gdzie ludzie w związkach przyczepiają do mostu kłódki na znak ich miłości. W ten weekend byliśmy tam ponownie, lecz nie mieliśmy własnej kłódki. Musieliśmy zadowolić się zdjęciem i myślą, że następnym razem to my przyczepimy swoją. Oczywiście jak to bywa z kobietą byliśmy w kilku sklepach pooglądać biżuterię z bursztynami. Kiedyś miałam piękny pierścionek z zielonym bursztynem, jednak gdzieś przepadł. Postanowiłam że rozejrzę się za podobnym, gdyż brakuje mi tego elementu w szkatułce. Zima zimą, a my wróciliśmy do domu przed 19, wymarźnięci oraz głodni. Wprawdzie byliśmy w kawiarni na drinku, ale jakoś nie rozgrzało to nas odpowiednio. Pewnie dlatego że to były drinki, a nie grzane wino. W domu standardowo, film i do łóżka. Przed pójściem spać intensywniejsze przytulanie. Uwielbiam to.
   Niedziela przebiegła zwyczajnie. Wyszłam na dwór tylko po to aby kupić świeże bułeczki na śniadanie. Oczywiście podczas tego weekendu moja dieta poszła w diabły. Muszę znaleźć w sobie więcej wytrwałości, inaczej będzie kiepsko. Z A. znowu oglądaliśmy filmy, wygłupialiśmy się, obiad, odcinek serialu i nim się obejrzeliśmy trzeba było się żegnać. Niestety mam jutro poprawę sprawdzianu z łaciny, musiałam powtórzyć słówka. Jak widać nie można żyć tylko przyjemnościami. A szkoda, życie byłoby wtedy łatwiejsze. Zwłaszcza jeśli można by spędzać całe dnie z ukochaną osobą. Nie mówię że spędzam z moim chłopakiem mało czasu, ale każdy chyba chciałby być razem przez cały czas. Ale trzeba cieszyć się z małych rzeczy oraz z tego co się ma.
   Jutro zaczyna się kolejny ciężki tydzień. Widmo koła z matmy jest dobijające.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz